Podnosząca na duchu opowieść o pomocy swojemu dziecku

Dzisiaj załatwiałem sprawy i dostałem SMS-a od naszego syna, maturzysty, że dzwonki wietrzne sąsiada wywołują jego misofonię. Czy mógłbym poprosić sąsiadów, żeby zdjęli dzwonki wietrzne? Sąsiedzi, których nie znamy, po drugiej stronie alejki.

Mój syn już nosi aparaty słuchowe generujące hałas i kiedy jest w domu, spędza 99,99% czasu w swojej niemal dźwiękoszczelnej sypialni.

Moja reakcja podczas czytania tego tekstu? Natychmiast jedź z powrotem do domu i zrywaj dzwonki wietrzne.

Czego nie zrobiłem, ale oto co zrobiłem, gdy wróciłem do domu.

Zapukałam do drzwi i powiedziałam kobiecie, która odpowiedziała, prawdę. Wygłosiłam moją "misofonię w elewacji", wyjaśniając, czym jest misofonia i że dzwonki wiatrowe wywołują u mojego syna reakcję. Zapytałem, czy "bardzo by jej przeszkadzało" ich zdjęcie? Zaproponowałem też, że kupię dzwonki wietrzne i przyniosłem gotówkę.

Biedna kobieta wyglądała na całkowicie zdezorientowaną. Przez pandemię oboje mieliśmy na sobie maseczki, więc nie mogła "czytać" tego nieznajomego i była taka "zszyj-telefon-e-uh co?" Ale od razu i całkowicie uprzejmie okazała się zdezorientowana. Przeprosiła i powiedziała, że natychmiast zdjęła dzwonki wietrzne i nigdy więcej się nie pojawiła. Nie, nie, nie chciała moich pieniędzy.

Chciała powstrzymać cierpienie dziecka, bez dalszych pytań.

Mieszkam na dużym wzgórzu, pół przecznicy spacerem od jej domu. Dzwonki wietrzne zniknęły, gdy wróciłem do domu.

Mój mizoficzny syn dziękował mi i dziękował [przez SMS-y] i zasugerował, żebyśmy kupili jej prezent i upiekli ciasteczka. (Oczywiście, tak byłoby Ja, mama, robiąca te rzeczy, ale to już inna historia; Dobra oferta, synu).

Jutro przyprowadzę małą roślinę i kartkę.

Ale całość oddawała tak wiele z tego, jak to jest być rodzicem dziecka z misofonią. Czy chciałem poprosić zupełnie obcą osobę, żeby zrobiła coś ze swoją własnością w swoim ogródku? Nie. To właściwie przerażająca i inwazyjna prośba.

Ale myśl o moim synu — wywoływanym cały czas w jego własnym pokoju, nigdy nie uciekając od tego dźwięku — oznaczała też to: te dzwonki wiatrowe miały zejść. Bez względu na wszystko.

Ten 15-minutowy incydent przypomniał mi o Plany 504 w szkole oraz o milionie i dwudziestu tysiącach sposobów, w jakie walczymy o nasze dzieci, równoważymy ich potrzeby z prawami/potrzebami/uczuciami innych i robimy rzeczy, których nie chcemy robić, by pomóc naszym dzieciom.

To zdarzenie przypomniało mi też coś jeszcze: jak piękny dar dała ta chwila; Ta życzliwość od obcej osoby bez dyskusji czy jakichkolwiek wątpliwości. To jasno pokazało, jak bardzo wszyscy tego potrzebujemy, każdy z nas.


Obraz:

Artysta nieznany. Portret rodzinny. ok. 1915. Smithsonian American Art Museum. Domena publiczna.

Poprzedni
Poprzedni

Misofonia może komplikować rodziny w złożony sposób